Dyskusyjny Klub Książki

W naszej bibliotece działają dwa Dyskusyjne Kluby Książki. Jeden – dla czytelników dorosłych – prowadzi Joanna Kijowska, drugi – dla młodzieży – Elżbieta Ciupak. Dołączyć można w każdej chwili – serdecznie zapraszamy. A oto niektóre z książek, które omawiali członkowie DKK dla Dorosłych.

Rok 2017

3 marca Amos Oz „Opowieść o miłości i mroku”

2016

29 stycznia Ian MacEwan „W imię dziecka”

4 marca Kamel Daud „Sprawa Meaursaulta” , Albert Camus „Obcy”

15 kwietnia Eleonor Catton „Wszystko co lśni”, Michel Houellebecq „Uległość”

14 października Michał Rusinek „Nic zwyczajnego”, Donna Tartt „Szczygieł”

15 grudnia Tie Ning „Kobiety w kąpieli”

Wspólne wyjścia na spotkania autorskie z Michałem Rusinkiem i Wiesławem Weissem.

Wyjazd na Zlot Dyskusyjnych Klubów Książki Literacki Woodstock 2016 do Wrocławia

2015

30 stycznia Jerzy Pilch „Wiele demonów”

25 marca Jacek Dehnel „Matka Makryna”

24 kwietnia Hubert Klimko-Dobrzaniecki „Grecy umierają w domu”, „Pornogarmażerka”

Spotkanie z Hubertem Klimko-Dobrzanieckim

2 października Joanna Bator „Wyspa Łza”

27 listopada Anna Janko „Mała zagłada’, „Pasja według świętej Hanki”, „Dziewczynka z zapałkami”

Spotkanie z Magdaleną Grzebałkowską podczas promocji książki „1945 : wojna i pokój” w Muzeum Historycznym

Wyjście do BWA na film „Body/Ciało” M. Szumowskiej

2014

31 stycznia Nadżib Mahfuz „Dzieci naszej dzielnicy”

22 luty spotkanie z Magdaleną Grzebałkowską w Muzeum Historycznym na promocji książki „Beksińscy”

27 marca Chimamanda Ngozi Adichie „To coś na Twojej szyi” i Tahar Ben Jelloun „To oślepiające nieobecne swiatło”

9 maja Angelika Kuźniak „Papusza” i Magdalena Grzebałkowska „Beksińscy”

Jubileusz 5-lecia DKK

28 listopada Sylwia Chutnik „W krainie czarów”

Poprzednie lata:

Alice Munro: „Zbyt wiele szczęścia przy kawie”

Ostatnie spotkanie Dyskusyjnego Klubu dla Dorosłych odbyło się w NoBo Cafe. Przy kawie, herbacie i tarcie truskawkowej rozmawiałyśmy o prozie kanadyjskiej pisarki Alice Munro. Przepiękne opowiadania ze zbioru „Zbyt wiele szczęścia” dawały mnóstwo tematów do rozmowy. Najciekawszym wątkiem naszego spotkania okazały się jednak wspomnienia Pani Barbary Libury, która opowiedziała nam historię swojego ojca Maksymiliana Słuszkiewicza, ostatniego przedwojennego burmistrza Sanoka, który zginął w Buchenwaldzie. Był on namiętnym czytelnikiem i prowadził bibliotekę kasyna urzędniczego. Wakacyjna przerwa w spotkaniach na pewno nie będzie przerwą w czytaniu książek. Wielu ciekawych tytułów życzymy wszystkim czytelnikom MBP w Sanoku i nie tylko, a po wakacjach zapraszamy na nasze spotkania.(jk)

Maria Czubaszek: „Każdy szczyt ma swój Czubaszek czyli Vivat NieNajpiękniejsi”

W czerwcowy, upalny dzień wybrałyśmy się do biblioteki w Lesku na spotkanie z Marią Czubaszek. Bohaterka spotkania uraczyła nas niezliczoną ilością anegdot o swoim życiu, pracy, przyjaźni z Arturem Andrusem, natomiast Pani Asia moderatorka DKK w Lesku przepysznym ciastem. Maria Czubaszek ma niezwykły dystans do siebie. Nie wstydziła się opowiedzieć nam, że umie ugotować tylko parówki, że ma „nienachalną” urodę i dzięki temu wygrała plebiscyt Vivat NieNajpiękniejsi. Przyznała się również do swojego nałogu, czyli palenia – Stara, ale jara trzy paczki dziennie. Nie zabrakło też wspomnień o pracy w radiu i telewizji między innymi w serialu Spadkobiercy gdzie występuje jako babcia Maggie Mekintosz Owens, za co szczególnie jest kochana przez publiczność. To było fantastyczne spotkanie. Dyskusyjny Klub z Leska bardzo pięknie nas przyjął. A nasza Małgosia okazała się doskonałym kierowcą.

Grażyna Jagielska: „Miłość z kamienia”

Jutro 8 marca Dzień Kobiet, a ja ciągle sprawdzam wiadomości co z polskimi himalaistami, którzy zaginęli gdzieś tam na Broad Peak. Cały czas zastanawiam się nad ceną jaką płaci się za wierność swojej pasji. Ostatnie spotkanie DKK (22 lutego)było poświęcone książce Grażyny Jagielskiej „Miłość z kamienia”. Trudno uwierzyć, że pasja męża może zniszczyć życie kobiety. Wojciech Jagielski, znany korespondent wojenny wyjeżdżał na wojny aż 53 razy, jego odwaga i determinacja z jaką przekazywał relacje była doceniana przez świat dziennikarski. Zdobywał nagrody za swoje wyjątkowe reportaże. Tymczasem żona przeżywała każdy wyjazd zostając w domu. Na początku była wyrozumiała, bo przecież sama pisała, sama podróżowała. Potem jej życie zamieniło się w koszmar. Wpadła w depresję, nie umiała normalnie funkcjonować, kiedy on wyjeżdżał na kolejną wojnę. Zostawała z całym bagażem opowiedzianych przez niego wojennych historii. Wiedziała jednak, że wyrozumiałość dla pasji męża jest wpisana w rolę żony reportera wojennego. Rozmawiałyśmy też o innej książce „Od początku do końca” Olgi i Piotra Morawskich. Piotr himalaista zginął na ośmiotysięczniku Dhaulagiri 8 kwietnia 2009 r. podczas zejścia do bazy. Olga pojechała do Nepalu by tam ustawić czorten, wmurować tablicę pamiątkową i pożegnać się z Piotrem.To piękna książka o miłości, wyrozumiałości i ogromnej pasji do zdobywania śmiertelnie zaborczych gór. Po spotkaniu uczestniczyłyśmy w wernisażu – „Krzysztofowi Woźniakowi – AD Memoriam”, poświęconej zmarłemu artyście, rzeźbiarzowi. Na koniec spotkania jego żona powiedziała, że zapala na tym wernisażu pierwszy znicz Krzysztofowi. Jak to jest z tą pasją? Czy warto poświęcać jej życie? Czy my kobiety powinnyśmy się godzić na niebezpieczne pasje naszych mężów, choć tak wiele nas to kosztuje? Dzisiaj w Trójce Olga Morawska powiedziała, że sukces himalaisty, to także sukces najbliższych. Powiedziała też, że kiedy kilka dni temu Polacy zdobyli szczyt, cieszyła się cała Polska, ale kiedy okazało się, że zaginęli wiele osób mówiło, że to głupota narażać swoje życie. Myślę, że częściowo odpowiedziała mi na to pytanie czy warto i chyba się z nią zgadzam.

Elizabeth Strout: „Okruchy codzienności”

Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, małe nadmorskie miasteczko Crosby w Nowej Anglii i codzienne życie jego mieszkańców są tematem powieści Elizabeth Strout „Okruchy codzienności”. Każdy rozdział to opowieść o innym mieszkańcu miasteczka, jego rodzinie, codziennym życiu, kłopotach, radościach, samotności, bólu, a nawet śmierci. Całość spajają losy jednej bohaterki Olive Kitteridge, byłej nauczycielki, kobiety oschłej i apodyktycznej, która nie potrafi okazać uczuć nawet najbliższym. Dopiero śmierć męża i odejście z domu syna sprawiają, że staje się inną kobietą i odkrywa w sobie pokłady miłości, wrażliwości. To powieść o starości i przemijaniu. Pięknie nakreślone portrety psychologiczne bohaterów, którzy nawet w podeszłym wieku chcą kochać i przeżywać jeszcze piękne chwile. Atmosfera małego miasteczka nad morzem przywołuje na myśl „Kroniki portowe” Annie Proulx. Wspaniała powieść. „Ktoś we mnie” Sary Waters to książka napisana w stylu powieści wiktoriańskiej z elementami powieści grozy. Narratorem jest lekarz, który trafia do chylącego się ku upadkowi domu arystokratycznej rodziny. Wydarzenia, które tam następują budują atmosferę grozy. Autorka umiejętnie prowadzi akcję, dopracowuje detale. Angielski tytuł powieści to „The Little Stranger”, który lepiej oddaje treść książki, niż tytuł polski.

Haruki Murakami: „1Q84”

Tym razem sięgnęłyśmy po powieść japońską Haruki Murakamiego „1Q84”. Książka nawiązuje tytułem do „Roku 1984” Orwella. Autor rozwija jednocześnie dwa wątki – rozdziały o numerach nieparzystych opowiadają historię kobiety imieniem Aomame, rozdziały o numerach parzystych historię mężczyzny imieniem Tengo. Na pozór odrębne historie splatają się za pomocą głównych bohaterów, znajomych z dzieciństwa. Funkcjonują oni w dwóch światach, które się przenikają, a różnią się tym, że w jednym na niebie widoczne są dwa księżyce. Przejściem między światami są schody awaryjnego zejścia z autostrady. Powieść naprawdę wciągająca, a historia bohaterów zachęciła nas do przeczytania kolejnych tomów.

Zadie Smith: „Białe zęby”

W piątkowy wieczór październikowy spotkałyśmy się, aby porozmawiać o książce Zadie Smith „Białe zęby”. Piękna wielowątkowa powieść, oparta częściowo na biografii autorki, poruszająca problemy emigrantów mieszkających w Londynie. Historia trzech rodzin – Jonesów, gdzie mąż jest Anglikiem i weteranem II wojny światowej, a żona emigrantką z Jamajki, Iqbalów – emigrantów z Bengalu i Chalfenów, w której pan Chelfen jest Żydem, a pani Chelfen Angielką. Zadie Smith ośmiesza kulturę zachodnią, która stawia na „mieć”, a nie „być”, w której rodzi się rasizm, zanikają potrzeby duchowe człowieka. Z drugiej strony pokazuje, że wśród emigrantów też rodzą się konflikty, powstają ruchy fundamentalistyczne. Najbardziej religijni przybysze ze Wschodu mają trudności z zachowaniem tradycji, wytrwaniem w swojej kulturze narodowej. Bohaterowie zadają pytania o swoje korzenie, własną tożsamość, pytania o historię, która narzuca nam dziedzictwo genetyczne, od którego nie możemy się uwolnić. Mimo tak trudnych i poważnych zagadnień jakie autorka porusza, książka napisana jest doskonałym, dowcipnym językiem. Po spotkaniu wyszłyśmy wspólnie do BWA na pokaz filmu „W ciemności” i spotkanie z Agnieszką Holland. Tematyka filmu połączyła się z książką Zadie Smith kwestią mniejszości narodowych tylko na gruncie historii Polski.

Mariusz Urbanek: „Broniewski. Miłość, wódka, polityka”

Co roku w naszym repertuarze książkowym pojawia się biografia. Tym razem sięgnęłyśmy po życiorys Władysława Broniewskiego – „Broniewski. Miłość, wódka, polityka” Mariusza Urbanka. Książka przeszła nasze oczekiwania. Napisana ciekawie, ukazuje dotąd nieznane wątki w życiu poety. Dominują trzy najważniejsze namiętności Broniewskiego. Pierwsza to polityka. Autor przedstawiony jest jako wielki patriota, żołnierz Piłsudskiego, socjalista zakochany w idei, której pozostał wierny do końca, więzień stalinowski, żołnierz Andersa gotowy oddać życie za Ojczyznę. Później w czasach pokoju tworzący również dla Polski, stąd etykietka czołowego poety PRL. Wątkiem ważnym, który w wielkim stopniu rujnował Broniewskiemu życie był jego pociąg do kieliszka. Odczuwało to jego otoczenie, najbliższe osoby i on sam, ale od tej namiętności nie potrafił się uwolnić. Trzecia namiętność to kobiety. Najważniejsze w życiu poety – córka Anna, przybrana córka Maria i trzy żony. Wszystkie te miłości Broniewskiego spiąć można najważniejszą klamrą POEZJĄ. To ona je napędzała, ona była dla nich i dzięki nim. Polecamy biografię całym sercem!
[***]
Dzień dobry, kochana! / Dzień dobry, kochana! Śniegi / świat niedługo zawieją. / Aż po jeziora brzegi / bieli się wszystko – nadzieją.
Mnie – cóż? Kieliszek koniaku, / pióro, kawałek papieru, / myślę i „w braku laku”, / (znaczy natchnienia) – papieros.
Pomyślę jeszcze: kocham, / pomyślę dłużej: w płacz… / Chciałem szczęścia choć trochę, / a teraz płaczę – patrz.

Mikołaj Łoziński: „Książka”

Ostatnie spotkanie przed wakacjami było poświęcone książce, a właściwie „Książce” Mikołaja Łozińskiego. Autor jest pisarzem i fotografem. Skończył socjologię na Sorbonie. Jest Laureatem Nagrody Kościelskich, a także Paszportu Polityki. Syn reżysera i dokumentalisty Marcela Łozińskiego. Powieść przedstawia historię rodziny autora. Nie jest to jednak zwykła relacja. Losy członków rodziny poznajemy poprzez przedmioty – telefon, maszynkę do włosów, klucze, okulary. Przedmioty opowiadają o trudnych relacjach, wyciągają tajemnice rodzinne. Autor przyznaje się do żydowskiego pochodzenia, ale w tej książce nie ma właściwie tematu Holocaustu. Należy podziwiać pisarza za odwagę podejmowania takich tematów. Być może młode pokolenie potrafi rozmawiać na temat „żydokomuny” bez zbędnych emocji. Może to już taka nasza mała tradycja, że po spotkaniu udałyśmy się na wernisaż do Galerii Sanockiej na wystawę „Upłaszczyznowienia” Anny Wysockiej.

Eric-Emmanuel Schmitt: „Kobieta w lustrze”, „Trucicielka”

W czwartek 26 kwietnia odbyło się kolejne spotkanie DKK dla Dorosłych. E. E. Schmitt zaskoczył tym razem objętością swojej książki. Przyzwyczaił nas do krótkich form, które jednocześnie niosły ze sobą ogromne emocje i pouczające treści. Wspomnieć wystarczy „Oskara i Panią Różę” czy „ Ewangelię według Piłata” „Kobieta w lustrze” to powieść o trzech kobietach żyjących w różnych epokach, których poglądy nie przystawały do współczesnych im czasów. Nie żyły one zgodnie z przyjętymi wówczas normami, kierowały się swoim instynktem i naturą. Ann żyjąca w XVI wieku w Brugii ucieka przed ślubem, nie czując powołania do roli żony i matki. Trafia do beginażu i tam ma spędzać resztę życia. Jednak w głębi duszy czuje, że jej powołaniem jest kontemplacja przyrody, szukanie połączenia z absolutem. Kiedy udaje jej się obłaskawić wilka, obwołana zostaje niemal świętą – Dziewicą z Brugii. Niestety jej sprzeczne z ówczesnym Kościołem poglądy doprowadzają ją na stos. Hanna, kobieta piękna, żona arystokraty żyjąca na przełomie XIX i XX wieku, nie akceptuje roli przyszłej pani domu. Swoje serce i duszę oddaje psychologii, zafascynowana psychoanalizą Freuda, porzucając konwenanse odchodzi od męża. Wreszcie współcześnie żyjąca Anny, hollywoodzka aktorka, narkomanka, która źle się czuje w swoim środowisku i też szuka innej drogi. Inspiracją do postaci Anny była dla autora Amy Winehouse i jej życie w świecie gwiazd. Każda z nas zachwycała się inną bohaterką, odnajdywała w niej swoje odbicie, swoje poglądy i marzenia. Na tym spotkaniu omawiałyśmy też drugą książkę Schmitta „Trucicielka”. Cztery opowiadania i cztery historie o uczuciach, namiętnościach i obsesjach, które prowadzą bohaterów nawet do zbrodni. Po owocnym spotkaniu poszłyśmy razem na wystawę „Wiedzieć to także widzieć” do BWA Galerii Sanockiej.

Martin Pollack: „Cesarz Ameryki”

„Cesarz Ameryki” to znakomita książka Martina Pollacka, opowiadająca o realiach życia w Galicji pod koniec XIX wieku. Autor zbierał materiały do niej w archiwach i bibliotekach Wiednia, Krakowa i Lwowa. Jest to reportaż historyczny, który pokazuje zjawisko masowej emigracji ludności galicyjskiej do Ameryki. Wyjeżdżają Łemkowie, Bojkowie, Żydzi, Polacy i Słowacy. Ogromna bieda pchnęła ich do wyjazdu za chlebem. Ich naiwność i niewiedzę wykorzystywali agenci werbujący ludzi. Stręczyciele zwani handlarzami „delikatnym mięsem”, mamili młode dziewczęta namawiając do pracy w charakterze opiekunek do dzieci czy kelnerek. W rzeczywistości trafiały one do burdeli w Kairze czy Buenos Aires.
„Amerykanie przyjmuje każdego, kto zapuka do jej drzwi. Do Stanów Zjednoczonych nie wpuszcza się chorych i kalek, idiotów, szaleńców, jak również epileptyków, nędzarzy, ludzi bez środków do życia.” Trudno oprzeć się wrażeniu, że niewiele się od tego czasu zmieniło. Ciekawym wątkiem dla nas sanoczan była historia Mendla Becka Żyda z Liska, czyli Leska, który opuszcza Galicję w 1888 roku. Jest szewcem z zawodu, ale kiedy interes nie idzie, zabiera swoje narzędzia i wędruje od wsi do wsi i za skromny posiłek łata chłopom buty. Jak pisze Stanisław Szczepanowski: „Galicjanin pracuje mało, ponieważ za mało je, źle się odżywia, bo za mało pracuje, umiera zbyt młodo bo źle się odżywia.” Średni wiek, do którego dożywają mężczyźni to 27 lat. Autor skupił się w tej książce przede wszystkim na pokazaniu słynnej „biedy galicyjskiej”. To zupełnie inny obraz monarchii austro-węgierskiej . Nie jest to świat fantastycznych zapachów potraw, który nam opisuje w swoich książkach Robert Makłowicz. To nie jest rzeczywistość jaką przedstawia słynny profesor szwejkologii Leszek Mazan. U Pollacka słynna autonomia galicyjska dająca wiele swobód społecznych i politycznych, nie cieszy.
Patrząc na te fakty z perspektywy osoby, która urodziła się na terenach byłego zaboru rosyjskiego, teraz mieszkającej w Sanoku, zastanawiam się, skąd ten kult dla Cesarza. U nas Car nie był taki kochany. Chyba wolę podejście Czechów. Rumcajs zawsze był wrogiem Księcia Pana i Księżnej Pani i miał całkowitą rację.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: „Bornholm, Bornholm”

Czytanie książki „Bornholm, Bornholm” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, było spotkaniem z fascynującą powieścią. Zachwyciła nas ona swoim językiem, prowadzeniem narracji, formą i głównymi bohaterami. Pierwszy z nich to niemiecki nauczyciel Horst Bertlik, który przeżywa kryzys wieku średniego.Czuje, że już nie kocha swojej żony i szuka potwierdzenia swojej męskości w stosunkach z innymi kobietami. Kiedy zaczyna się wojna powołany do wojska trafia na Bornholm i tam spotyka kolejną kobietę. Owocem ich związku jest dziewczynka, która powraca w drugiej narracji jako matka bezimiennego bohatera, leżąca w śpiączce. Syn przychodzi do niej i opowiada o swoich życiowych porażkach, których ona jest przyczyną. Jej zaborcza i toksyczna miłość doprowadza do jego życiowych klęsk. Kobiety, które opisuje autor są nieczułe, wredne, zimne i oczywiście nie rozumieją potrzeb mężczyzn. Tak naprawdę jednak obaj mężczyźni do nich wracają. Bertlik po wojnie do swojej żony, syn do pogrążonej w śpiączce matki. Może dojrzewają, może zaczynają rozumieć kobiety… A może chcą być zawsze na pierwszym miejscu i tylko oszukują swoje żony, matki i córki. Książka napisana jest tak dobrze, że wiele jest w niej do szukania, wyjaśniania, zastanawiania się. Czytajmy!

Herta Muller: „Dziś wolałabym siebie nie spotkać”, Grażyna Plebanek: „Pudełko ze szpilkami”, Kazimierz Orłoś: „Letnik z Mierzei”

To był prawdziwy maraton czytelniczy. Do omówienia miałyśmy trzy książki i to zupełnie różne.
Na pierwszy ogień poszła Herta Müller i jej powieść „Dziś wolałabym siebie nie spotkać”. Opowieść o Rumunii w czasach dyktatury Ceaucescu. Bohaterka, pracownica fabryki jeździ tramwajem na cotygodniowe przesłuchania bezpieki. Książka jest zapisem jednego z takich dni. Kobieta opisuje jadących z nią ludzi i wspomina swoje życie. Fragmenty wspomnień zapisane w krótkich stop-klatkach: dzieciństwo w małym miasteczku, relacje z ojcem, pierwsze małżeństwo, swoją przyjaciółkę, historię w pracy, przez którą jest teraz przesłuchiwana. Smutny obraz Rumunii czasów komunizmu, do którego znów wraca w swojej prozie Herta Müller. Powieść bardzo pozytywnie odebrana przez nasze grono czytelnicze. Książka „Pudełko ze szpilkami” Grażyny Plebanek to również powieść o kobiecie, ale współczesnej.Marta pochodzi z małego miasteczka, pracuje w dużej korporacji, przed nią otwiera się kariera, poznaje wspaniałego mężczyznę i okazuje się, że spodziewa się dziecka. Staje przed dylematem czy dziecko czy kariera. Wybiera macierzyństwo. Bohaterka staje przed problemem, ale nie wyrywa sobie włosów z głowy. Właściwie niewiele wiemy o jej uczuciach. Wszystkie problemy są do rozwiązania. Nie ma w tej książce napięcia, które mogłoby towarzyszyć takim sytuacjom. Wszystko jest zbyt piękne. Książka nas nie zachwyciła.
Ostatnia książka to „Letnik z Mierzei” Kazimierza Orłosia. Historia starszego mężczyzny, który odbywa podróż do miejsca, gdzie jako nastolatek zakochał się w pewnej dziewczynie. Czuje wyrzuty sumienia, że zostawił ją samą kiedy spodziewała się dziecka i przez całe życie nie kontaktował się z nią i swoją córką. Po wielu poszukiwaniach odnajduje ją, ale brak mu odwagi aby przyznać się, że jest ojcem. Cała historia jest opowiedziana w formie listu do syna. To jakby spowiedź, usprawiedliwianie swoich czynów. Ten młodzieńczy romans zaważył na całym życiu bohatera.

Marian Pilot: „Pióropusz”

Przedświąteczne spotkanie DKK poświęciłyśmy książce Mariana Pilota „Pióropusz”. Powieść została nagrodzona literacką nagrodą Nike w 2011 r. „To powieść o tym, jak dobro karmi się złem, w pewnej mierze autobiograficzna” – powiedział Marian Pilot po odebraniu nagrody. Książka zaliczana jest do „nurtu chłopskiego” o ile w dzisiejszych czasach można jeszcze mówić o takim nurcie w literaturze. Autor osadził akcję książki w realiach swojej rodzinnej wsi Siedlikowo. To historia rodziny biednych złodziejaszków. Ojciec aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, trafia do więzienia. Syn chcąc go stamtąd wydostać pisze listy z prośbą o jego uwolnienie, ale żeby ojciec pozostał człowiekiem prawdomównym i czystym, syn staje się donosicielem i mordercą. Autor przeciwstawia niepiśmiennego ojca, który stawia tylko niezdarne krzyżyki z synem, który walczy piórem. Na pewno największym walorem książki jest jej język. Dawna gwara z rodzinnej wsi autora zaistniała jeszcze na kartach tej powieści. Cytując fragment wywiadu Doroty Wodeckiej z Marianem Pilotem w Gazecie Wyborczej czytamy:
Mistrz Gombrowicz mógłby pozazdrościć panu talentu do wymyślania słów.
– W tej konkurencji mistrzem nad mistrzami był zmarły niedawno wspaniały pisarz Marian Pankowski, który już dawno temu wezwał samego siebie do „rozróby w polszczyźnie” – i istotnie obchodził się z konwencjonalną literacką polszczyzną bez odrobiny respektu, posługiwał się polszczyzną własną, cudownie wymyśloną. Językiem pankowsko-polskim, chciałoby się rzec – pan-polskim. Powiem nieskromnie, że i ja w tej materii nie jestem najostatniejszy. Ale my obaj mieliśmy pod nogami twardy grunt: Pankowski – sanocką potoczną mowę, ja swoją siedlikowską gwarę.
Dla nas, sanoczan, to piękne słowa doceniające twórczość Pankowskiego. Pokazuje nam to, jak ważny dla obu pisarzy był język zapamiętany w młodości. Mowa, którą słyszeli, mieszkając w swoich małych ojczyznach.

Agata Tuszyńska: „Oskarżona Wiera Gran”

Tym razem spotkałyśmy się z biografią napisaną przez Agatę Tuszyńską „Oskarżona Wiera Gran”. Książka opisuje losy żydowskiej śpiewaczki, bardzo popularnej w przedwojennej Warszawie. Dla niej pisali piosenki wielcy kompozytorzy – Szpilman, Jurandot. Śpiewała mimo okupacji stolicy, śpiewała również w warszawskim getcie. Koncerty kochała najbardziej, to była praca, którą chciała wykonywać nawet w obliczu wojny i śmierci. Niestety te kilka miesięcy w zamkniętej dzielnicy zaważyły na dalszym życiu artystki. Oskarżono ją o współpracę z nazistami, okrzyknięto kolaborantką. Uniewinniona w procesie Centralnego Komitetu Żydów Polskich, opuściła Polskę w 1950 roku. Występowała potem na całym świecie, ale wszędzie dosięgała ją przeszłość – pomówienia, szkalowanie. Pięknie napisana biografia, już samo nazwisko Tuszyńskiej gwarantuje nam wspaniałą lekturę. Książka nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi czy Gran była winna, autorka zostawia to nam czytelnikom. Po Wierze zostały wspomnienia i piosenki śpiewane pięknym aksamitnym głosem.

Jacek Dehnel: „Saturn”

To było ostatnie spotkanie przed wakacjami. Wszyscy czuli już powiew lata. Niektóre z nas przyszły z dziećmi, inne przyniosły małe co nieco. Tematem spotkania była książka Jacka Dehnela „Saturn”. Jak zwykle napisana pięknym językiem. Każde zdanie perfekcyjnie dopracowane. Kiedy gościliśmy pana Jacka w naszej bibliotece w listopadzie ubiegłego roku, powiedział, że pisze książkę o Goi. Tym bardziej byliśmy ciekawi tej lektury. Powieść właściwie biograficzna opisuje życie malarza z perspektywy trzech osób: Francisca, Javiera i Mariano. Są to trzy monologi, opowiadające wspólną historię. Gotowy utwór sceniczny. Dehnel pokazuje relacje ojca i syna w prawdziwie patriarchalnej rodzinie, gdzie syn żyje w cieniu swojego ojca. Wątkom biograficznym towarzyszą opisy do serii tzw.: „Czarnych obrazów”. Malarz namalował je na ścianach swojego pokoju w domu dla głuchoniemych. Przepełnione pesymizmem i poczuciem nieszczęścia szaro-bure freski obecnie przeniesione na płótno, można oglądać w Muzeum Prado. Dzięki temu, że mamy wśród nas historyka sztuki, mogliśmy się dowiedzieć o malarstwie Goi jeszcze więcej. Oglądając albumy z jego malarstwem śledziliśmy kolejne etapy jego twórczości. Teraz pozostało nam tylko wyjechać na wakacje i zwiedzać poznane w książkach miejsca. Wiemy, że jedna z nas wybrała właśnie Muzeum Prado.

Cormac McCarthy: „Droga”

Tym razem postanowiłyśmy sięgnąć po literaturę amerykańską. Cormac McCarthy pisarz, scenarzysta, dramaturg uważany za następcę Faulknera.Jego najbardziej znane powieści to „Rącze konie”, „To nie jest kraj dla starych ludzi”, „Krwawy południk”. Akcja tych powieści rozgrywa się najczęściej na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych. „Droga” jest połączeniem powieści drogi z horrorem. Opowiada o wędrówce a właściwie ucieczce ojca i syna z miejsca dotkniętego zagładą, gdzie ludzie przeobrazili się w bestie. Ojciec to człowiek odpowiedzialny i wpajający dziecku zasady moralne. Bo my jesteśmy dobrzy.I niesiemy ogień. Mimo tego, że świat uległ zagładzie i nie ma racjonalnych powodów, aby dalej walczyć o przetrwanie, oni jednak idą. Tę książkę powinien przeczytać każdy ojciec. Mimo grozy bijącej z kolejnych stronic, czyta się ją świetnie. Wspaniale zrecenzował tę powieść Jacek Dukaj: Opowieść o tej skazanej na tragiczny koniec wędrówce podana została zaskakująco pięknym językiem, często w najbardziej ponurych momentach osiągającym lotność poezji – jakby cmentarne ballady Nicka Cave’a czy Toma Waitsa przepisać na oszczędną, chirurgiczną prozę. Droga to czarna jak węgiel elegia po tym kolorowym raju, w którym żyjemy, nie zdając sobie sprawy z naszego szczęścia. Niewiele znam książek tak silnie grających na emocjach. Można argumentować, że są to prostackie manipulacje, bo jakiż przepis na wyciskacz łez łatwiejszy niż dramat niewinnego dziecka? Lecz że McCarthy operuje właśnie na poziomie mitu, to uczucie także zostaje podniesione: nie współczujemy jedynie temu fikcyjnemu dziecku – współczujemy wszystkim dzieciom, narodzonym i możliwym. McCarthy nie daje nam odpowiedzi na pytania, które się same nasuwają, co spowodowało kataklizm, czy dziecko przeżyje, czy sami stalibyśmy się bestiami, czy może do końca pozostalibyśmy ludźmi tak jak bohater tej książki? To pozostawia dla nas czytelników. Na koniec jeden z najpiękniejszych fragmentów książki: Kiedyś w górskich potokach żyły pstrągi źródlane. Widać je było, jak stoją w bursztynowym nurcie, a białe krańce płetw drgają delikatnie w płynącej wodzie. W ręku pachniały mchem. Wypolerowane, muskularne, torsyjne. Na grzbietach miały ślimacznicowate desenie, które były mapami nastającego świata. Mapami i labiryntami. Tego, czego nie można odtworzyć. Czego nie można naprawić. W głębokich dolinach, gdzie żyły, wszelka rzecz była starsza od człowieka i tchnęła tajemnicą.

„20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła”

Na kwietniowym spotkaniu Klubu znów zagościł reportaż, a właściwie zbiór 26 reportaży o Polsce ostatnich 20 lat, zebranych przez Mariusza Szczygła. Książka ta podsumowuje to, co zrobiło nowe pokolenie polskich reporterów, którzy uczyli się od Ryszarda Kapuścińskiego i Hanny Krall. Większość z nich zadebiutowała po 1989 roku. Są wśród nich: Wojciech Tochman, Jacek Hugo-Bader, Irena Morawska, Włodzimierz Nowak, Mariusz Szczygieł i inni. Na początek reportaż Tochmana „Człowiek, który powstał z torów”. Historia mężczyzny, który pewnego dnia budzi się na torach i nie wie, kim jest. Dla Szczygła była to metafora Polaków, którzy na początku lat 90. musieli uczyć się życia w nowej rzeczywistości. Bardzo mocnym reportażem jest „Luiza wdowa idzie na dług” – Ireny Morawskiej (późniejsza inspiracja dla twórców filmu „Dług”), a także „Pluton” Jacka Hugo-Badera o milicjantach z plutonu ZOMO, którzy stanęli przed sądem za strzelanie do robotników kopalni Wujek i Manifest Lipcowy 16 grudnia 1981 roku. Właściwie wszystkie reportaże są bardzo dobre i świetnie się je czyta, a książka stała się już lekturą obowiązkową studentów dziennikarstwa.

Eduardo Mendoza: „Przygoda fryzjera damskiego”

Na przedświąteczne spotkanie DKK wybraliśmy książkę Eduardo Mendozy „Przygoda fryzjera damskiego”. Tym razem chcieliśmy przeczytać coś zabawnego i lekkiego, co w naszym Klubie jest wyjątkowym wydarzeniem. Tytułowego bohatera spotykamy w szpitalu psychiatrycznym, z którego na mocy amnestii dla pacjentów wychodzi właśnie do świata ludzi „normalnych”. Przybywa do Barcelony, gdzie toczyć się będzie akcja powieści. Jakże inna jest jednak Barcelona Mendozy od tej z „Cienia wiatru” Zafona. Poznajemy całą plejadę zabawnych postaci począwszy od lumpów na samym burmistrzu kończąc. Wszyscy oni zamieszani są w morderstwo, ale do końca nie wiadomo, kto zabił. Nasz fryzjer jako główny podejrzany postanawia przeprowadzić śledztwo na własną rękę, żeby oczyścić się z zarzutów. Okazuje się, że zwykły lump i przestępca jest więcej wart od tych, którzy są na świeczniku. Autor ośmiesza tu społeczeństwo hiszpańskie, czy tylko hiszpańskie? Doskonała książka, świetny humor, niespodziewane zwroty akcji. Określana jako „antykryminał” czy „tarantino fiction”. Polecamy! Nie zdradzimy kto zabił.

Jacek Hugo-Bader: „Biała gorączka” – spotkanie z autorem

Skończyło się o 20. Trwało 3 godziny, ale mogło kolejnych pięć. Lepsze niż kolejny Bond, Terminator czy Maczeta. Spotkanie z Jackiem Hugo Baderem – „szybkim i wściekłym” (trzymając się filmowej metaforyki:) polskiego reportażu. Niech żałują ci, którzy nie byli. Ci zaś, którzy dotarli, na deser mogli przeczytać to, co na pulpicie laptopa Jacka Hugo Badera wpisał jego syn, Michał: MÓJ TATA JEST NAJBARDZIEJ WYPASIONYM KOZAKIEM I NIKT NIE ZAPRZECZY. My na pewno nie:)

Jacek Hugo-Bader: „Biała gorączka”

Wrześniowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy naszej bibliotece było niecodzienną podróżą do Rosji z Jackiem Hugo Baderem. Kiedy słyszymy słowo Syberia widzimy bezkresne przestrzenie, nieprzebyte lasy tajgi, biegniemy wyobraźnią gdzieś na Wyspy Sołowieckie, zanurzamy dłoń w przeźroczystą wodę Bajkału. Z ochotą wsiadamy więc do starego łazika i wyruszamy w drogę z Moskwy do Władywostoku. Szybko okazuje się jednak, że obrazy, które mijamy, nie są sielankowe. Bader pokazuje nam miejsca, gdzie spotykamy chorych na AIDS, miss HIV, prostytutki, ćpające dzieci. Trafiamy do wioski Wissariona czyli nowego Chrystusa – nauczyciela skupiającego wokół siebie setki ludzi, byłych milicjantów, recydywistów, zagubionych we współczesnym świecie, którzy chcą odnaleźć swoją tożsamość, którym przez lata brakowało życia duchowego. W Wissarionie widzą wybawcę i mistrza. Z nim żyją w syberyjskiej tajdze, szukając swego „ja”. Jednak to, co najbardziej nas poruszyło, to historie Ewenków, ginących Indian Syberii. Zamknięci w radzieckich kołchozach koczownicy zostali skazani na zagładę. Niszczy ich „biała gorączka”. Ich organizmy nie metabolizują alkoholu, po nim stają się agresywni, popełniają samobójstwa. Całe narody znikają z powierzchni ziemi – Ewenkowie, Eweni, Ulczowie, Nanajowie, Udehejczycy. Nie potrafią poddawać się terapii, czasami jedyną pomocą są szamani. Po lekturze reportaży Jacka Hugo Badera nie da się już spokojnie myśleć o współczesnym świecie, o dzisiejszej Rosji. Futurystyczne wizje „nowego wspaniałego świata”, które miały się ziścić w XXI wieku, okazują się mrzonką. Autor w tej chwili znów wędruje po Syberii. Mamy nadzieję, że po powrocie odwiedzi Sanok i opowie o swoich podróżach.

Andrzej Stasiuk: „Taksim”

27 maja odbyło się kolejne spotkanie Klubu w Wypożyczalni MBP w Sanoku. W strugach deszczu tylko kilku osobom udało się dotrzeć do biblioteki. Omawianą książką był „Taksim” Andrzeja Stasiuka. Po kwietniowym spotkaniu z autorem, mogłyśmy spojrzeć na powieść oczami samego pisarza. Bohaterowie mimo zmieniającego się świata, w którym produkuje się miliony jednorazowych rzeczy, jeżdżą swoją furgonetką sprzedając używane ubrania. Obaj handlarze Paweł i Władek próbują znaleźć się w nowej rzeczywistości – …tylko my mieliśmy naprawdę wytworny fajans Paris-London-New York, tylko my byliśmy królami badziewia(…)Reszta sprzedawała nówki. Chińskie śmiecie. Kiedyś każda rzecz miała swoje drugie życie, przydawała się jeszcze na coś innego. Teraz bardziej opłaca się kupić nową i tanią, a stare się wyrzuca. świat zamienia się w ogromny śmietnik. Powieść podobała się większości czytelniczek, ale budziła różne emocje. Prowincja, która jest tu pokazana jest szara, smutna i przygnębiająca. Nie każdy chciał się z tym zgodzić. Stasiuk na pewno nie zawiódł. Swoją kolejną książką udowodnił, że jego proza jest świetna. Zachwyt budzi fabuła i jej brak, opowieści o lumpeksach i piękne opisy świata zza szyby Ducato.

Doris Lessing: „Znów ta miłość”

Kolejna książka, której poświęcone było spotkanie DKK, w Sanoku, to „Znów ta miłość” Doris Lessing, laureatki nagrody Nobla z 2007 roku. Autorka pokazuje w tej powieści przebudzenie sześćdziesięciopięcioletniej Sary Durham, kobiety spełnionej, która osiągnęła już stabilizację życiową i nie liczy na to, że w jej życiu może się zdarzyć coś pięknego. Teatr „Zielony Ptak”, w którym pracuje bohaterka wystawia sztukę o Julii Vairon – prowansalskiej kompozytorce, pięknej, namiętnej i nieszczęśliwej w miłości, która doprowadza ją do samobójczej śmierci. Praca nad spektaklem sprawia, że aura miłosna ogarnia cały zespół teatralny, sztuka działa jak afrodyzjak i odkrywa wszystkie ukryte w bohaterach tęsknoty. Mecenas tej sztuki Stephen zakochuje się w postaci Julii, w której widzi ideał kobiety. Sara odkrywa, że wciąż jest zdolna do miłosnych zauroczeń. Uświadamia sobie ile straciła broniąc się przed miłością, gdy była jeszcze młoda. Jednak zdaje sobie sprawę, że mimo wielu zmian obyczajowych starsze kobiety nie mogą bezkarnie ulegać namiętnościom, bo jest to ciągle temat tabu. Powieść Lessing jest swoistym traktatem o samotności – chorobie, na którą jedynym antidotum jest miłość.

M. Vargas Llosa: „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”

Kiedy śnieg za oknem, miło czyta się o ciepłym, pełnym słońca Peru. Piękne lato 1950 r. w Limie. Ricardo poznaje Lily, dziewczynę, która tańczy mambo „w pysznym rytmie i z wielką gracją”, gorsząc panienki z dobrego domu. Od tej pory Chilijeczka, jak ją nazywa bohater, staje się jego obsesją, miłością życia. Po 10 latach spotykają się w Paryżu, gdzie Ricardo jest tłumaczem UNESCO a Chilijeczka, tym razem jako towarzyszka Arlette, dzięki stypendium od Kubańczyków zwiedza francuską stolicę. Nie jest oczywiście zaangażowana w ruch partyzancki, chce po prostu wyrwać się z Peru. Z Paryża wyjeżdża na Kubę, by wrócić stamtąd już jako Madame Arnoux i zagrać na nosie zakochanemu w niej bez pamięci przyjacielowi z dzieciństwa. Niegrzeczna dziewczynka jeszcze wiele razy zjawia się w życiu Ricarda jako Mrs. Richardson, udająca Meksykankę czy Kuriko mieszkającą w Japonii z psychopatycznym Fakudą i za każdym razem zostawia to samo: namiętność, brak nadziei na stały związek, przelotne szczęście, które kończy się kolejnymi latami milczenia. Mimo to „Chudopachołek” jak go nazywa Chilijeczka trwa w tej obłędnej miłości przez całe życie, a kobieta modliszka wykorzystuje to bez skrupułów. Tłem tej historii miłosnej są wydarzenia polityczne, które dzieją się w Ameryce Łacińskiej i Europie w drugiej połowie XX wieku. „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” nie dorównują na pewno słynnej „Rozmowie w Katedrze”, ale mimo to warto tę powieść przeczytać, to przecież Llosa.

Olga Tokaruczk: „Bieguni”

26 listopada 2009 odbyło się spotkanie DKK z książką Olgi Tokarczuk „Bieguni”, za którą autorka otrzymała literacką nagrodę Nike w 2008 roku. „Bieguni” to tekst sylwiczny. Następujące po sobie fragmenty są jak mozaika: każdy element stanowi osobną całość. Te opowieści są jednak uporządkowane, niektóre tematy wracają co kilkadziesiąt stron (historia Kunickiego, „Psychologia podróżna”, muzea z preparowanymi zwłokami). „Bieguni” to powieść o podróżowaniu. Autorka pragnie odszukać własną teorię na temat potrzeby przemieszczania się, która jest w niej, która jest w każdym z nas. Tytułowi bieguni (bieżeńcy), to sekta staroobrzędowców w dawnej Rosji, której członkowie uważali, że świat jest dziełem szatana, a kiedy się zatrzymujemy, Zło ma do nas najlepszy dostęp. Stąd przymus przemieszczania się. To bycie w drodze nawiązuje do teorii Jeana Baudrillarda i jego metafor pielgrzyma, wędrowca, przechodnia i turysty. Każdy podróżuje w innym celu, często bogaty turysta nie może zrozumieć biednego wędrowca czy pielgrzyma. Autorka jednak łączy te podróże w jedno pisząc: (…) właściwie każda podróż może być traktowana jak wyprawa na biegun, nawet niewielka wycieczka(…). Podróżowanie Tokarczuk to nie tylko przestrzeń, to również czas. Niektóre części powieści dzieją się w przeszłości. Podróżowanie to również spotkania z ludźmi, często ekscentrykami, a także z osobliwościami – pociąga mnie wszystko co popsute, niedoskonałe, ułomne, pęknięte. Interesują mnie formy byle jakie, pomyłki w dziele stworzenia, ślepe zaułki (…). Stąd podróże autorki po muzeach z preparowanymi ciałami, muzeach osobliwości. Można również podróżować w głąb ludzkiego ciała, powieść dostarcza nam opisów sekcji zwłok. Samo ciało po śmierci też może odbyć swoistą podróż. Mumifikowane zwłoki wędrują z przeszłości w przyszłość, stanowiąc zapis historii. A skoro o zapisywaniu mowa, to istnieją zapiski z podróży, pamiętniki, książki o podróżowaniu. Piękną ilustracją książki są stare mapy, czyli próba przeniesienia na płaszczyznę trójwymiarowego świata, po którym wędrujemy, rysowane po to, aby było łatwiej podróżować. Książkę Olgi Tokarczuk na pewno trzeba przeczytać, a potem… wyruszyć w podróż.

J.M.G. Le Clezio

29 października 2009 r. odbyło się spotkanie DKK w Sanoku na temat twórczości ubiegłorocznego noblisty J.M.G. Le Clezio. „Urania” Le Clézio to opowieść o świecie powstałym w wyobraźni małego Daniela. Gdy chłopiec dorasta, jako geograf odwiedza Meksyk. Wówczas marzenie o Uranii powraca. Dowiaduje się o tajemniczym zakątku zamieszkanym przez ludzi żyjących w harmonii z naturą, mających swój język, dzieci nie chodzą tu do szkoły, ale uczą się życia od starszych. Postanawia poznać to miejsce. Niestety sen o mitycznej krainie nie spełnia się. Mieszkańcy muszą opuścić Campos i udać się na tułaczkę. Idea utopii, idealnego życia nie umiera jednak, może czasami przegrywa ze współczesnym światem, by za chwilę zbudzić się gdzieś w Ameryce Południowej, na Syberii czy w dziecięcych marzeniach. W swoich powieściach Le Clézio często wraca do czasu dzieciństwa i odwołuje się do dziecięcego spojrzenia na świat. Tak dzieje się w „Uranii”, ale również w „Onitszy”- opowieści o małym Fintanie, który przybywa do Afryki na spotkanie z ojcem oraz w autobiograficznej powieści „Afrykanin”, gdzie wspomina swoje dzieciństwo: „To do Afryki nieustannie wracam, do swojej dziecięcej pamięci. Do źródła moich uczuć i decyzji. świat się zmienia, to prawda i ten mały chłopiec, który tam stoi pośród bezkresu wysokich traw, w gorącym podmuchu niosącym zapachy sawanny i przenikliwe odgłosy lasu, który czuje na wargach wilgoć nieba i chmur jest ode mnie tak daleko, że żadna opowieść, żadna podróż nie pozwoli mi się z nim połączyć”. W „Uranii” Le Clézio maluje również obraz współczesnego Meksyku z jego kontrastami. Z jednej strony bogaci plantatorzy a z drugiej biedni Indianie dla nich pracujący. Autor krytykuje Europę za dążenie do dominacji. Pokazuje ginącą kulturę Indian. Okazuje się, że opowiadanie Le Clézio o Campos ma swój paradygmat: w Gwatemali, graniczącej z Meksykiem, znajduje się nad jeziorem Atitlan wioska San Marcos da Laguna. Zamieszkują ją Majowie Kaqchikel i przybysze z różnych stron świata, mających wspólną filozofię życia. Mieszkańcy San Marcos wieszczą, że w roku 2012 nastąpi, zgodnie z kalendarzem Majów, koniec świata. A przepowiednie Majów zawsze się sprawdzają!

C. Ruiz Zafon: „Cień wiatru”

6 maja 2009 r. reaktywował swoją działalność sanocki Dyskusyjny Klub Książki. Tematem pierwszego spotkania była książka „Cień wiatru” hiszpańskiego pisarza C.R. Zafóna. Powieść stała się bestsellerem na całym świecie, wydana w milionach egzemplarzy. Dla jednych książka magiczna, dla innych to tylko sensacyjno-romantyczny kicz. Historia zaczyna się bardzo tajemniczo, kiedy 10-letni Daniel wędruje z ojcem na Cmentarz Zapomnianych Książek i tam znajduje książkę Juliana Caraxa „Cień wiatru. Odtąd jego losy zaczynają splatać się z losami bohaterów czytanej powieści. Autor bardzo zręcznie tworzy swoje postaci zarówno pierwszoplanowe jak i te pozostające na marginesie. Jedną z najbarwniejszych postaci bez wątpienia jest Fermin Romero deTorres. Budzi on u większości czytelników ogromną sympatię, wprowadza wątki komiczne, a jego wypowiedzi są chętnie cytowane na forach internetowych. Atmosferę książki dosyć mroczną i tajemniczą przepięknie ilustrują zdjęcia Barcelony F. Catala-Roca. Działają na naszą wyobraźnię, prowadzą uliczkami opisanymi przez Zafóna. Obok zawikłanej historii i wątków sensacyjnych, powieść próbuje dać odpowiedź napytanie „Czy książka jest w stanie zmienić nasze życie?” Uczestnicy spotkania doszli do wniosku, że „Cień wiatru” pięknie pokazuje rolę książki, jej tajemniczą siłę, która potrafi kształtować umysł młodego człowieka. Cytując Klarę: „Przyjemność czytania, przekraczania tych drzwi , jakie otwierają ci się w duszy, całkowitego poddania się wyobraźni, pięknu i tajemnicy fikcji i języka, wszystko to było mi dotąd nieznane i obce. A zaistniało dla mnie z tą powieścią”.


Koordynator spotkań – Joanna Kijowska, kierownik Działu Gromadzenia i Opracowania Zbiorów

Zapisz

Zapisz