Zaznacz stronę

Witold Mołodyński urodził się w 1928 roku w Ustrzykach Górnych. Miał 11 lat, kiedy nauczyciel w szkole podstawowej oznajmił „kilkutygodniową” przerwę w nauce:

Opowiadał o napaści Niemców na nasz kraj. Mówił, że to potrwa kilka tygodni, zanim przepędzimy najeźdźców. – Na razie lekcji nie będzie”. 

Po blisko 79 latach od tamtej chwili – 27 lutego 2018 r. – spotkaliśmy się z Witoldem Mołodyńskim w Galerii 20 w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sanoku.

Mimo dużego mrozu i popołudniowej pory na spotkanie przyszła spora grupa mieszkańców Sanoka – prawie wszystkie miejsca na sali były zajęte. Kiedy pan Witold, przywitany przez Leszka Puchała, dyrektora MBP, usiadł przy stoliku, patrząc na energiczną postać naszego gościa nie domyślilibyśmy się przejść wojennego okresu, jakie ma za sobą. A jednak – siedzący z nami tego wieczoru autor „Bieszczadzkich okupacji” to jednocześnie chłopiec, który zbierał z Mamą warzywa za domem kilkanaście dni po wybuchu wojny, który kilka miesięcy później krzyczał widząc pierwsze ofiary wojennych represji (bitego żołnierza polskiego wracającego do domu jesienią 1939 roku). To ten sam kilkunastoletni młodzieniec, który nie chciał wydać swoich podczas gestapowskich przesłuchań w sanockim więzieniu w 1944 roku. Między czasem chłopca, a czasem autora książki minęło wiele lat, ale we wtorkowy wieczór, 27 lutego 2018 r. wróciliśmy do przeszłości, mając tą wyjątkową okazję poznać ją jako bezpośrednią relację o tym „co nas wtedy cieszyło i co sprawiało zmartwienie” (Witold Mołodyński, cyt. ze spotkania).

Podczas dwugodzinnej opowieści usłyszeliśmy nie tylko o tym, co możemy przeczytać w dwóch wydaniach „Bieszczadzkich okupacji 1939 – 1945”, chociaż oczywiście nie zabrakło podczas rozmowy „książkowych” tematów. Jak podkreśla autor – spisanie wspomnień było dla niego bardzo ważne, ze względu na zachowanie wątków, których brakowało w literaturze regionalnej Bieszczad, dotyczącej okresu wojennego. A był to trudny czas, zmuszający mieszkańców wielonarodowościowych terenów do dokonywania wyborów, których słuszność możemy ocenić dopiero z perspektywy lat i kolejnych wydarzeń. W kontekście wyciąganych (z bezpiecznej już dla tych, którzy je podejmują, odległości) wątków udziału Polaków i członków innych narodów w zbrodniach wojennych, świadectwa ludzi, którzy je przeżyli  są cennym źródłem poznania prawdy. A ta, jak wskazywał nasz gość, nie zawsze jest zgodna z tym co napisane w podręcznikach. Szczególnie wtedy, kiedy porównamy podręczniki, pisane w różnych językach.

Podsumowując swoje wspomnienia pan Witold pisze:

„Nasuwa się pytanie czy to dużo, czy mało zrobiliśmy? Na pewno nie byliśmy wielkimi bohaterami, ale małą grupką ludzi, którzy też walczyli o zniszczenie wroga.

Jak wspomniałem, czas zaciera ślady. Nie szczycimy się medalami na piersiach. Fakty idą w zapomnienie, tylko mała grupka ludzi od czasu do czasu położy wiązankę kwiatów i zaświeci świeczkę na mogiłach straconych.”

Wiele tematów podejmowanych podczas spotkania autorskiego w Galerii 20 skłaniało do refleksji nad tym, w jaki sposób powinniśmy pisać historię i do jakich źródeł sięgać, aby odkryć pełną narrację. Dzięki zachowanym opowieściom świadków historii możemy iść śladami czasu, odkrywając własną tożsamość. Dziękujemy panu Witoldowi Mołodyńskiemu za tą możliwość. Czytelnikom, którzy przyszli na spotkanie dziękujemy za obecność, a tych z Państwa, którzy jeszcze nie mieli w rękach „Bieszczadzkich okupacji” zapraszamy do lektury – egzemplarze książki są dostępne w Wypożyczalni Głównej oraz Czytelni MBP w Sanoku.

Pin It on Pinterest

Przejdź do treści