Zachęcamy do lektury najnowszego opracowania dr. Stanisława Dobrowolskiego pt.”Fabryka wagonów w Sanoku” wydanego przez Archiwum Państwowe
w Rzeszowie. Część albumową publikacji uzupełnia obszerny wstęp opisujący powstanie, rozwój i działalność Sanockiej Fabryki Wagonów.
W Tygodniku Sanockim 2021 nr 8 ukazała się recenzja książki autorstwa Leszka Puchały
Nowe opracowanie historii sanockiej „wagonówki”!
Co nowego można powiedzieć o historii zakładu, który dla kilku pokoleń sanoczan żyjących w XX wieku był ikoną ich miasta – jego chlubą i dumą? Na temat „Wagonówki” napisano przecież do tej pory dziesiątki artykułów prasowych, kilka rozpraw naukowych i książek. Wspomnijmy tu chociażby opracowania: „800 lat Sanoka i 130 lat Sanockiej Fabryki Autobusów” (Sanok 1963), „Autosan” (Warszawa 1982) czy artykuły E. Zająca, S. Dydka, Z. Osenkowskiego.
O ile dzieje zakładu, od momentu założenia właściwej fabryki wagonów przez Kazimierza Lipińskiego w latach osiemdziesiątych XIX wieku, zostały dość szczegółowo opisane, to problematyczne jest precyzyjne określenie daty założenia warsztatu kotlarskiego przez pionierów sanockiego przemysłu – Mateusza Beksińskiego i Walentego Lipińskiego (ojca przyszłego fabrykanta). Dla historii ma to istotne znaczenie. Chociaż nie ma prostej drogi z rzemieślniczego zakładu, produkującego sprzęt dla gorzelni do fabryki, to gdyby nie rodzinna tradycja młody Lipiński miałby zapewne mniejsze szanse wyrosnąć na prawdziwego przemysłowca.
Dotychczas przyjmowano rok 1932 za początek wspólnego biznesu – Beksińskiego i Lipińskiego, młodych uchodźców z Kongresówki. W nawiązaniu do tej daty
w 1962 roku obchodzono w Sanoku 130 lecie Sanockiej Fabryki Autobusów i 800 lecie Sanoka. A przecież szanowany sanocki notariusz Bronisław Filipczak, wżeniony w rodzinę Lipińskich, pisał w swoim wspomnieniu („Rocznik Sanocki” 1963), że „obaj młodzieńcy” (mieli po 18-19 lat) bezpośrednio po powstaniu listopadowym mieli się ukrywać w podsanockich lasach, po czym jednak udali się po naukę rzemiosła na kilka lat do Lwowa. Zgodnie z relacją rejenta Filipczaka – Beksiński i Lipiński mieli znowu zawitać (ciekawe dlaczego?) do Sanoka około 1845/46 roku. Miejscowi badacze historii „Wagonówki” oraz późniejszego „Autosanu” ulegli jednak pokusie „postarzenia” fabryki i postawili na 1832 rok, datę która padła w opracowaniu W. Saryusz-Zaleskiego – „Dzieje przemysłu w b. Galicji 1804-1929” (Kraków 1930).
Miła sercu, szacowna data 1832 roku utrwaliła się, szczególnie od lat sześćdziesiątych XX wieku, w miejscowej tradycji jako początek mitu założycielskiego „Autosanu”. Takowa widnieje w „Wikipedii”, chociaż z zaznaczeniem, że rozdział o początkach fabryki wymaga jeszcze weryfikacji i podania źródeł.
Dobrze się więc stało, że problemem zajął się kierownik sanockiego oddziału Archiwum Państwowego w Rzeszowie – dr Stanisław Dobrowolski. Wyniki swoich dociekań, opartych na analizie dotychczasowych opracowań, doniesieniach dawnej prasy oraz materiałach archiwalnych, dostępnych m.in. dzięki Sanockiej Bibliotece Cyfrowej, opublikował w wydanej właśnie książce „Fabryka Wagonów w Sanoku”. Opracowanie liczy sobie 111 stron, w tym około 30 stron tekstu. Pozostałą zawartość stanowią doskonałe reprodukcje rysunków technicznych wagonów, produkowanych przez sanocką fabrykę. Znajdziemy wśród nich różnego rodzaju wagony towarowe, osobowe, tramwajowe, ale też bardzo ciekawą „drezynę dla popędu nożnego z dwoma siedzeniami i z ławką na przodzie”.
Najważniejsze są jednak ustalenia, dotyczące początków warsztatu kotlarskiego. Otóż za prawdziwy należy uznać wzmiankowany wyżej przekaz Bronisława Filipczaka, wskazujący na przełom lat 1845/46. Dr Dobrowolski odnalazł bowiem w zbiorach sanockiego archiwum państwowego, w repertorium notarialnym, informację o kontrakcie kupna przez Mateusza Beksińskiego i Walentego Lipińskiego od Julianny Okołowiczowej, nieruchomości położonej między Potokiem Płowieckim a dzisiejszą ul. Jagiellońską. Nieruchomość owa wyceniona na 1400 ówczesnych złotych reńskich zabudowana była domem na podmurowaniu stojącym, składającym się z izby, alkierza, komórki, sieni zajezdnej, dwóch piwnic sklepionych oraz dwóch stajen i stodółki. Kontrakt powyższy został zawarty
10 listopada 1844 roku, zaś podatek od nabytej nieruchomości miał być opłacany od 1845 roku. Mówimy tu prawdopodobnie o domu, w którym zamieszkiwali
w kolejnych latach Beksińscy i Lipińscy, a którego ostatnim lokatorem, do momentu rozbiórki budynku w 1977 roku, był Zdzisław Beksiński.
Jeżeli te fakty uzupełnimy informacją, że Walenty Lipiński figuruje jako podatnik w księdze podatkowej miasta Sanoka po raz pierwszy w roku 1847, otrzymamy potwierdzenie tezy, że początki warsztatu kotlarskiego Lipińskiego i Beksińskiego należy datować nie na rok 1832, ale na połowę lat czterdziestych. To są jednak symboliczne początki późniejszej fabryki, którą Sanok tak naprawdę zawdzięcza młodemu synowi Walentego Lipińskiego – Kazimierzowi. On bowiem w 1887 roku przejął schedę po ojcu i dokonał rzeczy niezwykłej. Oto w małym galicyjskim mieście – liczącym około 5,5 tys. mieszkańców Sanoku, ale położonym przy nowo uruchomionych ważnych szlakach kolejowych, uruchomił fabrykę z prawdziwego zdarzenia, jakiej zazdrościły mu stołeczne miasta Kraków i Lwów. Nie minęło dziesięć lat a „Pierwszy Galicyjski Zakład Budowy Wagonów i Fabryka Maszyn Kazimierza Lipińskiego w Sanoku” zatrudniał 300 robotników i ubiegał się
o zamówienia nie tylko na wagony kolejowe ale i wymagające konstrukcje inżynierskie. Przypomnijmy w tym miejscu korespondencję „Kuriera Lwowskiego” z 1897 roku, zamieszczoną w książce dr Dobrowolskiego: Las gmachów fabrycznych zdaje się wyrastać jak grzyby po deszczu i prawdopodobnie budowa całej fabryki będzie wkrótce skończona. Oczywiście radować się tylko z tego można. Przed kilku dniami odstawiono tysięczny wagon już przez naszą fabrykę wyrobiony i przy tej sposobności pozwolono już na małą uroczystość, puszczając wagon przystrojony zielenią z liczbą 1000 wypisaną na wagonie”.
Te wielkie inwestycje możliwe były dzięki dokapitalizowaniu fabryki po przekształceniu jej w 1895 roku formę spółki akcyjnej. Firma przyjęła nową nazwę: „Pierwsze Galicyjskie Towarzystwo Akcyjne Budowy Wagonów i Maszyn w Sanoku – przedtem Kazimierz Lipiński”. Przed sanocką fabryką rozpoczęła się epoka piętnastu tłustych lat. Produkowano kotły parowe, elementy konstrukcji mostów, rury wodociągowe, sprzęt przeciwpożarowy a przede wszystkim wagony kolejowe i tramwajowe, w tym do Wiednia, Morawskiej Ostrawy i Lwowa. Przed pierwszą wojną światową zatrudnienie wzrosło do 1200 osób, a wielu a wykwalifikowanych pracowników przybywało do Sanoka z całej Galicji, by tu już zapuścić korzenie. Tak do Sanoka trafił m. in. ojciec wybitnego pisarza i naukowca, profesora Mariana Pankowskiego. Niestety ojciec sukcesu fabryki Kazimierz Lipiński odszedł na dalszy plan. Zostawszy jednym z akcjonariuszy spółki, przez 5 lat pełnił jeszcze funkcję dyrektora zakładu, by ostatecznie sprzedać udziały i wyjechać z Sanoka. Tuż przed I wojną światową sanocka fabryka utraciła samodzielność, stając się jednym z zakładów krakowsko-lwowskiej spółki Ludwika Zieleniewskiego. W Polsce niepodległej początkowe lata sprzyjały sanockiemu zakładowi, który otrzymał pokaźne zamówienia rządowe.
W opracowaniu dr Dobrowolskiego bardzo cenna jest część poświęcona funkcjonowaniu fabryki w latach II RP, kiedy przeprowadzono modernizację parku maszynowego, połączoną z pełną jego elektryfikacją. Wtedy to w podsanockiej Posadzie Olchowskiej zaświeciły pierwsze żarówki, podczas gdy w mieście królowały jeszcze jakiś czas lampy naftowe. Dramatycznym okresem dla przemysłu były lata Wielkiego Kryzysu, kiedy w Sanoku pracę utraciło około 800 pracowników „wagonówki” (w 1929 r. przeciętne zatrudnienie wynosiło ok. 1300 osób, a na początku 1933 roku – 288). Odbicie przyszło tuż przed wybuchem II wojny światowej. Ratunkiem były zamówienia rządowe dla realizacji których okresowo zatrudniano nawet do 1200 pracowników. Wydawało się, że nadchodzą dobre lata. Sanok znalazł się też w orbicie rozwijającego się dynamicznie COP-u. Wiosną 1939 roku wydelegowano kilkadziesiąt osób na fachowe szkolenie do Krakowa z myślą o uruchomieniu produkcji w zakładzie obrabiarek…
Niestety wybuch działań wojennych zniweczył możliwość normalnego funkcjonowania zakładu, choć zatrudnienie przy produkcji wojennej dla okupanta utrzymało kilkaset osób. Dramat rozegrał się latem 1944 roku, kiedy to podczas wycofywania się z Sanoka barbarzyńcy niemieccy wysadzili w powietrze 80% budynków fabryki. Jednak sanoczanie nie poddali się, spontanicznie angażując się w odbudowę fabryki – matki żywicielki Sanoka. Przejmująca jest cytowana w książce relacja Stanisława Mleczki: Z fabryki wagonów pozostała tylko duża hala podwoziarni i maleńki domek parterowy dawnej tapicerni […] na miejscu dawnej fabryki wagonów leżały zwały gruzu i sterczały resztki wypalonych murów, grożących dalszym zawaleniem. Wówczas to, na gruzach tej najstarszej fabryki wagonów
w Polsce stanęła nieliczna gromadka fanatyków i pod przewodnictwem dyr. Schneidra przystąpiła – zdawało się- do syzyfowej pracy. Nie było niczego! Nawet narzędzi, którymi można by sobie utorować drogę wśród zwałów rumowiska […] Skromne, niezbędne fundusze zdobywamy przez uruchomienie drobnej produkcji prostych narzędzi rolniczych, piecyków blaszanych, wiaderek, gwoździ mostowych dla wojska…
Swoją opowieść autor kończy zdaniem: Sanocka Fabryka Wagonów ostatecznie swoje dzieje zakończyła z dniem 31 grudnia 1957 roku, a na jej bazie od
1 stycznia zaczął funkcjonować nowy zakład – Sanocka Fabryka Autobusów….
Stanisław Dobrowolski, Fabryka wagonów w Sanoku. Archiwum Państwowe w Rzeszowie, Rzeszów 2020
Leszek Puchała